aktualnoŚci

zobacz więcej artykułów

05-06-2017

Nie jesteśmy od "przyklepywania" wszystkiego, co chce władza - wywiad dla "Głosu Krasnegostawu"

artykuł

Rozmowa z Marcinem Wilkołazkim - przewodniczącym klubu radnych "Krasnostawianie" i wiceprzewodniczącym Rady Miasta oraz Agnieszką Pocińską-Bartnik - radną "Krasnostawian", przewodniczącą Komisji Samorządowej, Spraw Społecznych, Handlu i Usług RM.

O "Krasnostawianach" mówi się, że są jedynym klubem w Radzie Miasta, który patrzy władzy na ręce i mówi "sprawdzam".

Marcin Wilkołazki [MW]: Dla nas to oczywiste. Wykonujemy w ten sposób zobowiązanie wobec tych, którzy na nas głosowali. Jesteśmy to również winni pozostałym mieszkańcom Krasnegostawu.

- Macie poczucie, że płacicie za to cenę?

MW: Jeśli jest nią wyłączenie nas z przywilejów oraz „fantów”, które przyznaje władza, to płacimy ją chętnie.

- Czy jednak nie obawiacie się etykiety klubu, który nie chce z władzą współpracować tylko ją kontestuje i jest stale na „nie”?

MW: Nie obawiamy się tego, ponieważ wszystkie przedsięwzięcia, które są dobre dla mieszkańców i rozwoju miasta wspieramy, natomiast sprzeciwiamy się tylko decyzjom i pomysłom, w naszej ocenie złym lub takim, które blokują rozwój miasta. Ponadto w żadnym statucie nie ma zapisów, że radni mają jak automaty „przyklepywać” wszystko, co im podaje burmistrz. Jedni zostają radnymi dla diet i robią to, czego władza od nich oczekuje, my egzekwujemy nasze prawo do oceny i krytyki. Nie robimy jednak tego dla sztuki. Naszą krytykę zawsze poprzedza praca merytoryczna. Ośmielam się twierdzić, że jesteśmy najbardziej konstruktywnym klubem w Radzie Miasta. Spotykamy się z mieszkańcami, monitorujemy, co dzieje się w samorządzie. Rozmawiamy, czytamy sprawozdania i raporty, zbieramy dane i analizujemy je. Zaglądamy pod poszewkę, docieramy do szczegółów, bo one też są ważne. Potem znajduje to wyraz na sesjach. Myślę, że w samorządzie Krasnegostawu właśnie tego brakuje najbardziej, więc jeśli pojawia się wspomniana etykieta, to chyba jedynie w ustach władzy lub grup interesu z nią powiązanych, czyli osób, które chciałyby, żeby nic nie psuło im spokoju i korzyści z rządzenia.

- Odrzuciliście ostatnio sprawozdanie Centrum Integracji Społecznej (CIS). Do samego obiektu nie można mieć pretensji. Jest on, jak to się mówi, do pozazdroszczenia. Za skandaliczne jednak należy uznać, że prawie 70 procent jego kosztów pochłaniają płace. Tylko o to chodzi, czy jest coś więcej?

Agnieszka Pocińska-Bartnik [AP-B]: Sama idea powstania CIS jest jak najbardziej słuszna, zastrzeżenia mamy jednak jeśli chodzi o politykę finansową prowadzoną przez jednostkę. Po 1,5 roku funkcjonowania koszty jakie są przez nią generowane znacznie odbiegają od tych zakładanych w pierwotnej wersji. Planowana dotacja z budżetu miasta przy powoływaniu CIS miała wynosić 300 tys. zł , natomiast w roku 2016 CIS domagał się już kwoty dwukrotnie wyższej – ponad 600 000 zł. Należy zauważyć, że Centrum od początków jego funkcjonowania nie udało się pozyskać żadnych dodatkowych środków finansowych ze źródeł zewnętrznych a w założeniach CIS miał w pewnym stopniu samofinansować się. Z podanych w sprawozdaniu kwot wynika, że prawie 3/4 kosztów jednostki stanowią koszty wynagrodzeń. Wyjaśnienia kierownika nie przekonały członków komisji samorządowej stąd sprawozdanie z działalności Centrum Integracji Społecznej za 2016 rok i zamierzenia na rok 2017 nie zostały przyjęte. Nikt z członków komisji nie zagłosował za przyjęciem sprawozdania, 3 członków komisji wstrzymało się od głosu, dwóch było przeciwko. Na Sesji Rada Miasta głosami Porozumienia Ziemi Krasnostawskiej i SLD sprawozdanie jednak przyjęto.

- Dlaczego? Bo jak kierownik CIS Marek Piwko, to sekretarz Miasta Krzysztof Gałan, a jak Gałan to... I tak od rzemyczka do koniczka?

AP-B: Nie wiem czym kierowali się inni Radni, my skupiamy się tylko na kwestiach merytorycznych - a powodów do odrzucenia sprawozdania było kilka. Najważniejsze to zbyt duża rozbieżność pomiędzy tym co było planowane w 2014 r. i przedstawione ówczesnym radnym a tym co obecnie jest realizowane. Przybliżę trochę szczegółów: budżet jednostki CIS za rok 2016 zamknął się ostatecznie kwotą 402,3 tys. zł, z czego wynagrodzenia i pochodne od tych wynagrodzeń wyniosły ponad 270 tysięcy złotych, podczas gdy na wydatki dotyczące celów statutowych poszło 120 tysięcy zł. Świadczenia na rzecz osób fizycznych, które zaplanowano na 29 tys. zł., wykonano w wysokości 7,5 tysiąca zł. Jak widać, płace pochłonęły więcej niż reszta działalności. Z kolei zmniejszenie budżetu CIS z pierwotnie planowanej kwoty ponad 600 tys zł do kwoty 402,3 tys. zł nie jest żadnym argumentem. Ma bowiem niewiele wspólnego z planowaną racjonalnością działania, jak sugeruje kierownik jednostki, ale wynika raczej z przyczyn losowych, np. oszczędności na wynagrodzeniu jednego z pracowników przebywającego na długotrwałym zwolnieniu lekarskim.

- CIS jest po to, żeby z publicznych pieniędzy fundować komuś sowite zarobki, a cele statutowe to sprawa drugorzędna?

MW: Struktura wydatków CIS budzi wiele zastrzeżeń, zarówno wśród radnych jak też wśród mieszkańców, którzy coraz bardziej zaczynają się tą jednostką interesować. Ale ważniejsze jest to, że ta instytucja nie spełnia założeń. Dlatego nasz klub był przeciwny sprawozdaniu. Utworzeniu CIS przyświecały dwa główne cele. Pierwszy to odrestaurowanie i uratowanie Dworku Starościńskiego wraz z otaczającym go terenem, a następnie udostępnienie tego miejsca naszym mieszkańcom. Drugim celem było utworzenie samofinasującego się mechanizmu pozwalającego na reintegrację społeczną i zawodową dla osób potrzebujących takiej pomocy. Miała to być przestrzeń gdzie następuje odbudowywanie i podtrzymywanie u osób wykluczonych społecznie zdolności do samodzielnego i efektywnego pełnienia ról społecznych oraz samodzielnego poruszania się po rynku pracy, prowadzącego do zatrudnienia w różnych formach. Finansowanie tego przedsięwzięcia miało na początku odbywać się na zasadzie: środki zewnętrzne + dotacja Miasta. Założenie mówiło, że po pewnym czasie CIS ma się samofinansować, m.in. dzięki pozyskiwaniu środków zewnętrznych. Niestety, obecnie wygląda to tak, że CIS jest utrzymywane praktycznie w całości z budżetu Miasta. W roku 2016 wydano na ten cel ponad 400 tys. zł., a w latach kolejnych kwota ta ma ulec znacznemu zwiększeniu.

- To ile będzie kosztował podatników taki CIS w tym roku?

MW: Wydatki dla tej jednostki z budżetu miasta zaplanowano w roku 2017 na poziomie przeszło 600 tysięcy zł. Otóż jeśli większość tej kwoty stanowią płace, to w żadnym wypadku nie można mówić, że CIS prowadzi racjonalną gospodarkę finansową.

- Skoro Rada Miasta jednak przyjęła sprawozdanie kierownika jednostki, to widocznie radnym to nie przeszkadza.

MW: Czym kierowali się radni PZK oraz SLD, którzy głosowali za przyjęciem sprawozdania, pozostawiam im samym oraz opinii publicznej.

AP-B: Warto także zwrócić uwagę, że w stosunku do założeń CIS ma bardzo niską efektywność. Po ponad roku funkcjonowania doprowadził do usamodzielnienia się jedynie trzech osób. Tak więc choć uważamy, że organizowanie różnych formy pomocy ludziom wykluczonym jest konieczne, to jednak sposób finansowania i brak skuteczności w pozyskiwaniu środków zewnętrznych na działalność statutową powoduje, że obecny model działania CIS musimy poddać weryfikacji, zmienić albo zastąpić innym.

- Instytucje realizujące pomoc społeczną, a koszty ich działania to pułapka?

artykuł

MW: Pomoc społeczna jako jedno z ważniejszych zadań gminy jest dedykowana osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej. Jej sens polega na umożliwieniu tym ludziom przezwyciężenia trudności, czego nie byliby w stanie osiągnąć własnymi siłami. Jednocześnie trudno być obojętnym, gdy widzi się osoby zdrowe w sile wieku, które nawet nie podejmują próby szukania jakiejkolwiek pracy, a w niektórych przypadkach wręcz odrzucają składane im propozycje, bowiem profity uzyskiwane z świadczeń społeczno-socjalnych stały się dla nich wystarczającym źródłem dochodów i zaspakajania wszystkich bieżących potrzeb. Musimy tego pilnować, żeby nie było nadużyć i naruszania sprawiedliwego podziału środków publicznych.

- W budżetach miast znaczenie zdobyły budżety obywatelskie, z których finansowane są projekty zgłaszane przez mieszkańców. Taki budżet co roku powstaje również w Krasnymstawie. Czy ta droga wydawania pieniędzy publicznych działa i jak się sprawdza?

MW: W tym roku po raz czwarty odbędą się konsultacje społeczne w sprawie „budżetu obywatelskiego”. Budżet obywatelski jest elementem wyższego poziomu demokracji. Pozwala bowiem na zaangażowanie mieszkańców w proces decydowania o części lokalnych wydatków. Niestety, naszym zdaniem pani burmistrz Hanna Mazurkiewicz wypacza ideę tego instrumentu i próbuje zawłaszczyć również sektor obywatelski samorządu. W 2015 roku burmistrz storpedowała wnioski „Krasnostawian”, choć formalnie i merytorycznie były bez zarzutu. Na przykład zainicjowane przez nas remonty boisk na Osiedlu Chmielna I i Chmielna III musiały najpierw pokonać próbę zablokowania przez nią ich modernizacji, aby dopiero dzięki naszej determinacji mogły rozpocząć się prace związane z przebudową. Natomiast w roku ubiegłym budżet obywatelski posłużył władzom miasta do tego, aby za jego pomocą zrealizować zadania, które powinny znaleźć się w miejskiej części budżetu, bowiem dotyczyły inwestycji technicznych w jednostkach Miasta jak CIS i ZS nr 1. Budżet obywatelski został stworzony po to, by wyzwolić wśród mieszkańców aktywność na rzecz realizacji innowacyjnych, oddolnych projektów społecznych i infrastrukturalnych, a nie do tego, aby wyręczać burmistrza w obowiązku utrzymywania jednostek podległych miastu.

AP-B: Przykładem wypaczania jest także wpisywanie do budżetu Miasta zdań zgłaszanych wcześniej do budżetu obywatelskiego, które nie uzyskały aprobaty społecznej, ale są autorstwem kogoś z otoczenia sprzyjającego obecnej władzy. Tak działo się w przypadku budowy chodnika przy ul. Królowej Jadwigi. Zadanie to zostało „przemycone” do realizacji, choć mieszkańcy go nie poparli.

- Może trzeba byłoby sprawdzić, który z krasnostawskich mocodawców mieszka w tym rejonie. Ale zostawmy to, bo nurtuje mnie sprawa przedsiębiorczości. Przy każdej okazji powtarza się jak mantrę, że przedsiębiorczość jest ważna i trzeba zrobić wszystko, by się rozwijała. Zwłaszcza przed wyborami rośnie troska o przedsiębiorczość oraz mnożą się hasła jej rozwoju. Gdy była kandydatką, nie szczędziła ich również obecna burmistrz. Jak władza wywiązuje się z tego w praktyce?

MW: W kampanii wyborczej Hanna Mazurkiewicz mocno akcentowała kwestie gospodarcze i rozwój lokalnej przedsiębiorczości. Obiecywała m.in. usprawnienie i podniesienie jakości obsługi przedsiębiorców oraz pomoc mieszkańcom w zakładaniu działalności gospodarczej. Miała również pozyskiwać inwestorów oraz przygotować atrakcyjne tereny inwestycyjne. Tymczasem nic takiego się w mieście nie dzieje, a nowe inwestycje gospodarcze to jedynie kolejne markety.

AP-B: Władza nie ma pomysłu na przyciągnięcie inwestorów, na zagospodarowanie nieruchomości miasta: Ratusz, Dworzec PKP, kamienice w rynku. Dochody z najmu i dzierżawy składników majątkowych sukcesywnie maleją z roku na rok: 2015 -1.5mln, 2017 - plan 1,3mln, zwiększa się ilość miejskich pustostanów.

- Co z Podstrefą Ekonomiczną? Pytanie jest więcej niż uzasadnione, bo Robert Kościuk, który najbardziej przyczynił się do tego sukcesu, został odwołany z zastępcy burmistrza. To symboliczne. Czy należy rozumieć, że właśnie taki jest stosunek burmistrza do Strefy i tego, co będzie się z nią działo dalej?

MW: W grudniu 2016 r. wydane zostało Rozporządzenie Rady Ministrów, na mocy którego rozszerzono obszar Specjalnej Strefy Ekonomicznej EURO-PARK MIELEC m.in. o Podstrefę Krasnystaw. Choć od tego czasu minęło już prawie pół roku, nadal nie wiemy jaki burmistrz ma pomysł i czy ma, aby wykorzystać tę szansę.

- A jakie są koszty przedsiębiorczości w Krasnymstawie?

MW: Niestety, nierealnie wysokie. Zamiast stymulować i pomagać, hamują rozwój gospodarczy. Pod koniec ubiegłego roku mieliśmy do czynienia z próbą, całe szczęście nieudaną, podniesienia przez p. burmistrz wysokości stawek podatkowych na rok 2017. Podwyżka taka nie miałaby żadnego uzasadnienia, bowiem uzyskiwane przez Miasto dochody z tytułu podatków i tak w ostatnich latach wzrosły w wyniku przeprowadzonej pod koniec 2014 roku modernizacji gruntów. Z tego powodu byliśmy przeciwni wszystkim przedstawionym nam propozycjom, które bazowały na podwyżce stawek podatku od nieruchomości dla rodzimych przedsiębiorców. Ponadto oczekiwaliśmy od władz miasta rozwiązań, które mogłyby być pomocne w wyrównywaniu szans w konkurencji naszych małych sklepów z wielkopowierzchniowymi zachodnimi „sieciówkami”, a jest ich na terenie miasta już bez mała 10.

AP-B: Burmistrz proponując podwyżkę podatków nie przygotowała się zbyt dobrze do tematu, jakże ważnego i wrażliwego zarówno dla przeciętnego mieszkańca jak i przedsiębiorców. To kolejny dowód na brak pomysłu na rozwój Miasta i sposobu na pozyskanie funduszy na jego rozbudowę. Zaproponowane zmiany w podatkach mogłyby odnieść skutek odwrotny do zamierzonego np. problem z jego ściągalnością. Karuzela wokół tego doprowadziła nawet do zerwania sesji Rady Miasta. Przypomnę, że nasze rodzime firmy płacą oprócz podatku od nieruchomości także podatek PIT i CIT, które zasilają budżet Miasta Krasnystaw w ok. 21 % całości dochodów. Dlatego podejmując decyzję o wzroście jakichkolwiek opłat i podatków zarówno władze miasta jak i radni nie mogą zapominać, że są one silnie skorelowane z późniejszymi wpływami do budżetu. W Krasnymstawie przez wiele lat obowiązywał maksymalny lub bliski maksimum poziom opłat i podatków lokalnych dla przedsiębiorców i skutki tego stają się widoczne – maleje ilość firm, mamy coraz więcej pustych lokali użytkowych, brak nowych inwestycji, brak zainteresowania ze strony potencjalnych inwestorów, zmniejszające się wpływy do budżetu miasta.

- Zaskakuje to was?

AP-B: Jest to naturalna konsekwencja braku odpowiedzialności za rozwój gospodarczy naszego miasta, bo jak inaczej wytłumaczyć próby podnoszenia lokalnych opłat gdy od dwóch lat w Polsce mamy do czynienia ze zjawiskiem deflacji, dlatego nie ma żadnego powodu do podnoszenia podatków i opłat lokalnych także w naszym mieście.

MW: Zupełnie niezrozumiałym jest utrzymywanie stawek podatku od nieruchomości w Krasnymstawie na poziomie dużych miast.

AP-B: Nie możemy zapominać o spadającej z roku na rok liczbie mieszkańców oraz ubożeniu naszego społeczeństwa. Około 40 % krasnostawskich rodzin objętych jest pomocą MOPS. Nasze miasto wyludnia się i ubożeje, dlatego władze powinny myśleć, jak zapobiegać dalszym tego skutkom, a nie próbować drenować kieszenie zarówno przedsiębiorców jak i przeciętnych mieszkańców miasta.

MW: W kontekście braku skuteczności pani burmistrz można wymieć jeszcze drogi, ale to zajęłoby naprawdę wiele czasu.

- „Krasnostawianie” zagłosują w czerwcu za absolutorium?

MW: To okaże się dopiero na sesji absolutoryjnej, ale trudno nie zauważyć, że dotychczasowe rządy Hanny Mazurkiewicz mogą rozczarowywać, szczególnie gdy do rzeczywistości przyłoży się składane przez nią obietnice wyborcze. Nie możemy również pominąć stylu w jakim p. Burmistrz sprawuje swoje rządy i próby zawłaszczania przez nią przestrzeni samorządowej. Nie bez znaczenia jest też sposób realizacji zadań budżetowych i fakt, że nie wszystkie zaplanowane inwestycje zostały wykonane. Z oczywistych powodów będzie miało to wpływ na naszą ocenę. Chcę jednak być optymistą. Może do końca kadencji jeszcze coś drgnie. Może władza dozna olśnienia, objawienia, oświecenia, jakkolwiek by się to nie nazywało.

- Wierzycie w to?

MW: Nadzieja umiera ostatnia.

Wywiad pochodzi z: "Głos Krasnegostawu" czerwiec 2017

Copyright Krasnostawianie 2014